Category: Osobiste wrażenia

Halowe Mistrzostwa Polski 2013 już za nami!

Jak zapewne większość osób wie, w ciągu ostatniego weekendu w Bełchatowie odbył się HMP 2013. Trąbiłem o tym już jakiś czas.

Cały turniej, dzięki Adamowi Tomczykowi, który zajął się systemem oraz masie wolontariuszy, którzy wklepywali wyniki do bazy danych (między innymi byłem to ja 🙂 ) można było śledzić na livescorach dostepnych na scores.frisbee.pl. Można tam też znaleźć wyniki wszystkich meczy rozgranych, uwzględniając w to najważniejsze statystyki.

Więc……
Mistrzem Polski został zespoł Grandmaster Flash (Warszawa, obrońca tytułu) po zaciekłej walce z drużyną Spirit on Lemon (Sosnowiec).

Rozpiska miejsc:

Końcowa klasyfikacja:

Złoto – Grandmaster Flash (Warszawa)
Srebro – Spirit on Lemon (Sosnowiec)
Brąz – muJAHedini dysku (Warszawa)
4. Astro Disco (Bydgoszcz)
5. Zawierucha (Warszawa)
6. FLOW Wratislavia (Wrocław)
7. BC Kosmodysk (Warszawa)
8. Flight Club (Warszawa)
9. KrakUF (Kraków)
10. 4hands (Warszawa)
11. Furious Goats (Poznań)
12. Uwaga Pies (Poznań)
13. RJP (Warszawa)
14. Freezebeatz (Katowice)
15. 2obvious (Bielsko-Biała)
16. GUF (Grudziądz)

SotG – BC Kosmodysk (Warszawa)
MVP – Adam Tomczyk (RJP, Warszawa)
Woman MVP – Lucyna ‚Lucy’ Gwarek (Zawierucha, Warszawa)

W internecie pojawiły się już niektóre filmiki nagrane podczas HMP.

Miasto Bełchatów:

A nawet i Harlem Shake!

Oraz zdjęcia

Czekamy na więcej. Jeśli będę mieć dostęp do czegoś jeszcze, dodam do tego posta.

Ja osobiście chciałbym podziękować organizatorom (FLOW i Uwaga Pies) za ogarnięcie mistrzostw. Były to moje pierwsze mistrzostwa i atmosfera jaka tam panowała była niesamowita. Jako wolontariusz nauczyłem się bardzo dużo.
Dzięki też reszcie ekipy wolontariuszy. Ania i Ola zrobiły kawał dobrej roboty za ogarnięcie nas i całego chaosu jaki sobą jako wolotariusze prezentowaliśmy.

Dzięki jeszcze raz i oby do przyszłego roku na Indoor… a tymczasem, zacznijmy Outdoor!

Pozostałe relacje można znaleźć tutaj:
frisbee.pl

W ciągu najbliższych dni postaram się wrzucić relacje wszystkich drużyn 🙂

Reklamy

II Kolejka WZIU – Dzień I

Dzień I
Znany też jako dzień porażek w dywizji mixed. Zdecydowanie, na 4 mecze, żadnego wygranego.
Dzień ogólnie był dosyć dziwny, gdyż nagle wszystkie mecze miały spore przewagi. Wiele meczy kończyło się na 21 punktach, jeden nawet przed czasem.
4handsKing:
-zdecydowanie poranna godzina nie wpłynęła na nas zbyt dobrze.
-podstawowe błędy, jak najbardziej pojawiające się.
-co ciekawe, nie było wielu dropów w zonie (ale to może kwestia tego, że nie było wielu hucków)
-odpuszczanie przy kryciu… to było naszą zmorą. Sporo punktów straciliśmy przez głupotę.

Ogólnie moim wspomnieniem z meczu było mocne zdzerzenie się z jednym z zawodników 4hands 🙂

Zawierucha:
-brak umiejętności grania przeciwko zonie. Nasze próby grania X spaliły na panewce. W moemencie, gdy u Zawieruchy pojawiła się kontuzja i zaczęli grać men, od razu poszło nam lepiej.
-ogólnie, masakra punktowa 😀

Bratobójcza walka: Kosmodysk vs Ksydomsok:
-mecz na funie, tyle można powiedzieć.

muJAHedini:
-kolejny mecz masakra, ciąg dalszy błędów popełnianych w poprzednich meczach.
-brak kondycji (co i tak byłoby ciężko nadrobić, w momencie gdy dla muJAH był to pierwszy mecz dnia, dla nas czwarty i mieli jednak więcej ludzi do gry).
-na plus był fakt, że zrobiliśmy pewną rotację w handlerach (co umożliwoło nam granie z dwoma chłopakami w stacku)

Wnioski dla mnie:
-kondycja, kondycja, kondycja
-łapanie w biegu (nadal)
-nie stanie na otwartej (nadal)
-zdobyć umiejętności grania jako handler (Radek i jego How?!)
Na plus:
-asysta i punkt
-parę dobych cutów in-out.

I tyle… Koniec dnia pierwszego.

Relacja z Koła: moja :)

Więc, od czego by tu zacząć. Koło, turniej o którym słyszałem wiele, zarówno o tym czego można się spodziewać, jak i tego co na turnieju się już działo – w sumie bardziej co się działo poza halą, ale to już inna sprawa. Koło to też pierwszy turniej, na którym byłem, nie licząc rozgrywek ligi warszawskiej WIZU. Po trafieniu do pięknej miejscowości Koło, wraz z moją drużyną samochodową dotarliśmy pod halę, gdzie miała odbywać się większa część rozgrywek.
Hala od razu została uznana jako fajna. Była duża, sporo miejsca na trybunach, było gdzie usiąść. Wraz z ekipą Kosmodysku zostaliśmy ulokowani w szatni i wtedy też doszło do mnie, jak głupim pomysłem było nie wzięcie karimaty. Spanie na terakocie, nawet w śpiworze dobrym pomysłem nie jest – taka uwaga na przyszłość.
W sumie w piątek niewiele więcej się działo. Drużyny się powoli zjeżdżały by być gotowym na następny dzień rozgrywek.
Sobota – pierwszy dzień turnieju. Pierwsze mecze, pierwsze… szoki. Wczesna pobudka, 7.30 śniadanie i spotkanie kapitanów. Podstawowe informacje udzielone… czas grać. Grupa pierwsza grała na hali, na której spaliśmy, grupa druga na hali znajdującej się 10 min drogi.
Chyba wszyscy, którzy docierali na halę drugą przeżywali mały szok. Może nawet niezbyt mały. Hala była niewielka, parę osób porównało ją nawet do windy. Mi osobiście przypominała wielkością boisko do tenisa. Czyli jak na granie w Ultimate mała. Bardzo. Ale za to była przytulna i, jak to niektórzy określili, rodzinna. Z bardzo dobrą przyczepnością. Cuty pomimo niewielkiej ilości miejsca można było robić szybko, gdyż buty prawie kleiły się do podłogi. Sporo drużyn widząc taki układ sali spróbowała grać w zonie. Jednym z ciekawszych i bardziej spiritowych momentów w grze był mecz z ekipą 4hands, która poprosiła nas byśmy nie stawiali zony, gdyż na takiej hali zabija to przyjemność z Ultimate. I coś w tym było. Zagraliśmy Man. Oni w sumie też (jak się potem okazało, gdybyśmy wystawili zonę, oni wystawili by prawdopodobnie swoją).
Po meczach na małej hali, gra na tej dużej była zupełnie nowym doświadczeniem. Było nagle gdzie biegać, gdzie się zmęczyć. I nagle też zmniejszyła się przyczepność podłoża. Co dla niektórych było bolesnym doświadczeniem. Trzeba było przyjąć inne taktyki, inne strategie, innego rodzaju zagrania.
W trakcie przerw między meczami lub też po odbytych meczach, każda drużyna dostała obiad w postaci wielkiej pizzy z Pizzerii Apis. Polowa jednej pizzy była wystarczającym posiłkiem dla jedne osoby.
Wieczorem nastąpił wielki chillout. Wszyscy w dobrych nastrojach odnawiali lub też nawiązywali kontakty z ludźmi z innych drużyn, bo w końcu 14 drużyn uczestniczących w turnieju zjechało się z całej Polski. Przed halą, nastąpiły małe rozgrywki gry we flanki (zdjęcia autorstwa mojego i Gosi Rosiak dostępne są tutaj).
A późnym wieczorem impreza w Apisie. What happens in Apis, stays in Apis.
Swoją drogą, osobiste podziękowania dla ekipy 4hands za grę w chodzone Ultimate na hali. Fajnie się z wami grało 😀
Niedziela – drugi i ostatni dzień turnieju zaskoczył większość z nas wczesną godziną. Pierwszy mecz tego dnia odbył się o…. 6.30. Zarówno ekipa 4hands jak i Mujahedini nie chcieli grać na małej hali i woleli wstać wcześniej by zagrać na hali dużej. Było to zaskoczeniem dla osób, które po imprezie w Apisie zasnęły późną porą na trybunach hali. Wszystkie rozgrywki tego dnia odbyły się już na hali dużej. Niestety nie mogłem być ich świadkiem, gdyż wraz z częścią ekipy Kosmodysku musieliśmy wcześniej ruszyć do Warszawy.
Pełne wyniki turnieju ‚Frisbee kołem się toczy’ można znaleźć tutaj oraz na stronie frisbee.pl